O autorze
Jak każdy czytam newsy. Jak każdy z interpretacji dowiaduje się, jak mam je rozumieć. Jak każdy zadaje sobie pytanie, czy rozumiem je dobrze. Od pewnego czasu zorientowałem się, że sensu wielu newsów zrozumieć nie jestem w stanie. Zastanawiałem się zawsze kim są z zawodu i jakie doświadczenie w biznesie mają ludzie, którzy zawodowo interpretują gospodarczą rzeczywistość. W zasadzie nie ma się jak tego dowiedzieć. Czytając kolejne recepty na udane inwestycje i wskazówki jak przetrwać kryzys doszedłem do wniosku, że czas się wypowiedzieć. Pracuję zawodowo od 18 lat. Kierowałem i kieruje dużymi i małymi firmami. Nie wiem wszystkiego najlepiej, ale czymś mogę się jednak podzielić. Czy ma to jakąś wartość czy też nie - oceńcie sami.

Robert Brylewski

Czyli o tym, że na cokoły trafiają tylko politycy

Zawsze, gdy słyszę pierwsze takty „Centrali”, wyświetla mi się w głowie jeden obraz: jest wiosenna noc 1982 roku, siedzę na parapecie w swoim pokoju na 15 piętrze i patrzę na pogrążone w ciemnościach miasto. 20-ty stopień zasilania skutecznie odbierał wtedy nocną żywotność miastu, a pozbawione elektrycznej aureoli budynki niemo statystowały w krajobrazie apokalipsy. Ów notabene dość atrakcyjny z tej wysokości widok odbierałbym być może inaczej, gdyby nie Konwicki. Po tej lekturze Pałac Kultury musiał się pokrywać liszajem upadku a przyszłość nijak nie przedstawiała się w różowych barwach. O tym, że nie zrozumiałem w pełni przekazu, przekonałem się, rzecz jasna, znacznie później. Anno domini 1982 wszystko wydawało się jasne: opór, walkę i nieuchronną śmierć inkrustował gorzkawy smak papierosów Arberie.

Choć wspomina się o tym dzisiaj dość niechętnie, słuchanie czarnej płyty Brygady uważano podówczas za „lekko passe” - być może z tego samego powodu, dla którego kilka lat później Kult odcinał się od „Piosenki młodych wioślarzy” lansowanej z dobrym skutkiem przez Krzysztofa Szewczyka w jego programie „Wideoteka”. W dobrym tonie była muza słuchana z zawodzących nieco magnetofonowych kaset lub płyt, pośród których absolutny prym wiodły „francuskie” winyle Kryzysu i Deadlocka. O „Never mind the bollocks” czy „London calling” w oryginale mogłem tylko pomarzyć toteż słuchając wiele lat później flagowego utworu The Clash byłem lekko rozczarowany. Ten, w którym się zakochałem był znacznie wolniejszy za sprawą… wielokrotnego przegrywania na kasety rodzimej produkcji a te wybitną jakością z reguły nie grzeszyły.


Brzmienie „Czarnej brygady”, mimo iż ograniczane poważnie możliwościami gramofonu Emanuel, biło na głowę dźwięk uzyskiwany z kaset toteż płytę katowałem dość mocno marząc przy tej okazji o gramofonie Fryderyk, który wyposażono już w funkcję „replay”. Owa niezwykle przydatna funkcja umożliwiała długie trwanie na opisanym wcześniej parapecie a także poświęcanie odpowiedniej uwagi koleżankom, które konieczność zmiany płyty lub strony w kasecie wykorzystywały do powrotu na pierwotne a nie już niemal zdobyte pozycje
Trwa ładowanie komentarzy...