O autorze
Jak każdy czytam newsy. Jak każdy z interpretacji dowiaduje się, jak mam je rozumieć. Jak każdy zadaje sobie pytanie, czy rozumiem je dobrze. Od pewnego czasu zorientowałem się, że sensu wielu newsów zrozumieć nie jestem w stanie. Zastanawiałem się zawsze kim są z zawodu i jakie doświadczenie w biznesie mają ludzie, którzy zawodowo interpretują gospodarczą rzeczywistość. W zasadzie nie ma się jak tego dowiedzieć. Czytając kolejne recepty na udane inwestycje i wskazówki jak przetrwać kryzys doszedłem do wniosku, że czas się wypowiedzieć. Pracuję zawodowo od 18 lat. Kierowałem i kieruje dużymi i małymi firmami. Nie wiem wszystkiego najlepiej, ale czymś mogę się jednak podzielić. Czy ma to jakąś wartość czy też nie - oceńcie sami.

W imieniu suwerena

Czyli o tym, że wiele można uzasadnić dobrem ojczyzny.

Temat przedwojennych relacji polsko niemieckich nadal nie doczekał się poważniejszych opracowań a ton opinii publicznej nadają publikacje Piotra Zychowicza. Choć lepiej że są niż gdyby ich miało nie być nie mają rangi poważniejszych prac badawczych. Obecnego stanu rzeczy nie zmieni również książka Radosława Golca „Taniec z Hitlerem” która mimo entuzjastycznej recenzji Zychowicza dostarcza ciekawych choć publicystycznych informacji a najciekawsze zagadnienia zaledwie muska. Czuć tu rękę wytrawnego publicysty który za pewne nie chce wystrzelać się z całej amunicji i pojawić się wkrótce na rynku księgarskim z kolejna pozycja. Pozostaje na to liczyć ponieważ jak do tej pory nikt nie ujął relacji polsko niemieckich owego okresu w żelazne kleszcze ekonomii i pieniędzy.

Już pobieżny rzut oka na ówczesny pejzaż gospodarczy ujawnia szereg przykrych danych ukazujących rozmiar niemieckiej zależności. Wprawdzie budowa własnego portu ( a przede wszystkim kolejowego terminala węglowego ) stanowiła istotny ruch strategiczny zmniejszający zależność kopalń od rynku niemieckiego i Gdańska niemniej jednak nadal gross potencjału przemysłowego kraju pracowało na lub w silnym związku z rynkiem zachodniego sąsiada. Co gorsza zmiany polityczne w Rosji spowodowały iż cherlawy przemysł post carskiej domeny odbudowywał się powoli i do końca wojny nawet się nie zbliżył do potencjału z 1913 roku. Odmiennie przedstawiały się sprawy w domenach post pruskich i post austriackich gdzie większości kooperacyjnych nici nie zerwano a jeśli nawet to z oczywistych względów nie od razu. Wszystko to wpływało silnie na realia gospodarcze młodego państwa w którym bardzo wcześnie ( po zamachu majowym ) doszli do głosu politycy opowiadający się za maksymalnym udziałem państwa w przemyśle i całej gospodarce. Powyższe podlewano sosem afer które faktycznie wybuchały masowo przed rokiem 1926 siłą rzeczy łatwo zyskiwały zainteresowanie opinii publicznej. Niestety nadzieje które powszechnie wiązano z przewrotem majowym materializowały się z trudem czemu dodatkowo się przysłużył światowy kryzys gospodarczy. W efekcie młode państwo nie mając praktycznie żadnego możnego sponsora od początku swego istnienia zderzyło się z istotnym gospodarczym wrogiem którego aktywność ograniczyło dopiero …… dojście Hitlera do władzy. W tym kontekście trudno zakładać, aby dobre relacje z Berlinem nie znajdowały poparcia w kołach politycznych Warszawy a ów klimat nie uległ zmianie po śmierci Marszałka. Co ciekawe, mimo solidnego umocnienia pozycji przez frankofona Śmigłego polityka zagraniczna była niemal w całości taktowana przez Józefa Becka namaszczonego na wykonawcę woli Józefa Piłsudskiego w obszarze polityki zagranicznej państwa.

Realia gospodarcze Polski lat 30tych znacznie odbiegają od ich idyllicznego obrazu który nieustająco lansuje większość mediów. W większości peanów zapomina się jednak o tym, iż styl zarządzania krajem i gospodarką nie odbiegał znacznie od standardów znanych z PRL. Rządzący pośród których przeważał wojskowy establishment kierowali się przekonaniem, ze aparat państwa musi kontrolować i moderować wszelkie obszary życia gospodarczego w Polsce. Symbolem skuteczności II RP są jej flagowe projekty takie jak budowa portu w Gdyni czy Centralny Okręg Przemysłowy. Tymczasem może się okazać, iż ich ówczesne znaczenie polityczne wielokrotnie przekraczało efekty ekonomiczne tym bardziej, że realizowano je w oparciu o finansowanie dłużne skarbu państwa a nie kapitał prywatny.


Kondycja gospodarcza Polski w chwili przejmowania władzy przez nazistów nie przedstawiała się różowo a jednym z podstawowych problemów był chroniczny brak kapitału. Co więcej, istotnym graczem w obszarze własności przemysłowej i ziemskiej pozostawali Niemcy których stosunek do państwa polskiego był w zdecydowanej większości wrogi. Warto pamiętać, że na Górnym Śląsku język niemiecki był oficjalnym językiem urzędowym aż do wybuchu II wojny światowej a niemieckie organizacje skutecznie wpływały na życie mieszkańców II RP.

Rząd RP usiłował co prawda wybudować alternatywne środowiska inwestycyjne ale nie odniósł na tym polu większych efektów. Zagranicznych pożyczkodawców martwił stan finansów państwa nawet po skutecznej reformie walutowej Grabskiego. W efekcie większość pożyczek organizowano pod zastaw państwowych dochodów ( monopole tytoniowy, spirytusowy itp. ) konsumując w ten sposób przyszłe dochody administracji. Imponujące efekty osiągnięto pompując zadłużenie wewnętrzne. Patriotyczne hasła towarzyszące kolejnym emisjom zapewniły państwu wartki strumień gotówki przy czym szczególnego przypomnienia wymaga „Pożyczka Narodowa” ze stycznia 1934 roku. Obligacje denominowane w złocie wedle parytetu z roku 1927 dawały aż 6% rocznie! Nic dziwnego, że udało się tym sposobem pozyskać 350 mln pln o całe 230 mln więcej niż pierwotnie planowano. Sukces emisji zapewniły nie tylko odsetki. Obligacje wyposażono w szereg licznych przywilejów a przede wszystkim ich posiadaczy zwolniono z podatku dochodowego od uzyskanych odsetek. Warto przy okazji wspomnieć, iż obrót papierami nie był bynajmniej swobodny. Obligatariusz mógł zbyć swoje walory jedynie w drodze cesji zatwierdzonej wcześniej przez Urząd Pożyczek Państwowych co oznacza iż państwo nie zamierzało utracić kontroli nad beneficjentami spłat zadłużenia.

Owo miało być spłacone w całości 2 stycznia 1944 roku. W 1936 roku wprowadzono możliwość dobrowolnej konwersji na 4% „Pożyczkę konsolidacyjną”. Nie wszyscy jednak z tej operty skorzystali. Wedle stanu na dzień 1 kwietnia 1939 całkowite zadłużenie państwa wynosiło ponad 2 mld złotych a do spłaty z samej „Pożyczki Narodowej„ pozostawało 188.323.300 złotych których państwo polskie nie wypłaciło do dzisiaj. Dodajmy, iż nie były to jedyne zobowiązania których II RP nie spłaciła a PRL nie uznała. Obligacje przedawniły się po 30 latach a więc III RP już się nimi nie przejmowała. Na co trafiały środki pożyczkowe? Głównie na finansowanie industrializacji która była de facto militaryzacją kraju. Wedle obowiązujących podówczas trendów inwestycje państwa powinny trafiać w obszar przemysłowy który nie wytwarza dóbr masowego użytku. Stąd naturalny nacisk na inwestycje w infrastrukturę i przemysł zbrojeniowy które notabene skoncentrowano na jednym obszarze tworząc Centralny Okręg Przemysłowy.

W 1934 roku gdy Hitler łamał resztki opozycji ( noc długich noży ) rząd II RP drastycznie ograniczył swobodę obrotu gospodarczego wprowadzając całkowity zakaz prowadzenia rachunków dewizowych w obrocie krajowym a w kolejnych latach ograniczał chcąc w zasadzie uniemożliwić wszelkie transfery zagraniczne złota, dewiz i papierów wartościowych. Wszystko to rzecz jasna w ramach polityki obronnej państwa nasuwa się jednak pytanie czy była to jedyna droga którą powinna pójść II RP w ramach zapewniania bezpieczeństwa swoim obywatelom.

W połowie lat 30tych dla wszystkich którzy znali realia gospodarcze kraju musiało być już jasne iż, nie ma najmniejszych wątpliwości, iż Polska nie jest w stanie wygrać wyścigu zbrojeń z Niemcami. Powyższe stanowiło wyrok dla doktryny utrzymywania równego dystansu wobec dwu wrogich sąsiadów i od tej pory należało się zdecydować na współpracę z jednym bądź z drugim albo postawić na trzecie wyjście jeśli można by na nie liczyć. Lektura dokumentów i relacji pozwala sądzić iż poważnie widziano w tej roli hitlerowskie Niemcy co miało zresztą solidne gospodarcze uzasadnienie. Opłaty celne i transferowe solidnie zasilały budżet kraju nie mówiąc już o podatkach pośrednich którymi obciążone były firmy niemieckie w Polsce. W tym kontekście może się okazać, iż nastroje pro niemieckie w Warszawie popsuły dopiero żądania budowy eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej które z definicji oznaczały by uszczuplenie sporych wpływów do budżetu. Żądania te pojawiły się 5 stycznia 1939 w trakcie osobistej rozmowy Hitlera z Beckiem w Berghofie. Polski ambasador odniósł wrażenie, że Hitler się zmienił a w trakcie rozmowy nie był szczery. Powyższe oznacza, iż relacje obu panów musiałby by wcześniej ( i były ) znacznie bardziej serdeczne.

Relacje z Niemcami miały w Polsce olbrzymie znaczenie polityczne czego najlepiej dowodzi rozwiązanie parlamentu przez Prezydenta Mościckiego 13 września 1938 roku. Motywem była chęć całkowitego zdławienia opozycji i zapewnienie pełnej kontroli nad sejmem przez prorządowy OZN. Szybkie wybory prowadzono wmawiając wyborcom, iż Polska jest silna a jej armia poradzi sobie z każdym agresorem. Wspaniałym dowodem na potwierdzenie tej tezy było wkroczenie na Zaolzie ( 2.10.1938 ) trudno się zatem dziwić, iż wybory które odbyły się 6.11.1938 przyniosły oczekiwane zwycięstwo partii rządzącej. Jak łatwo sobie wyobrazić, owo wkroczenie musiało być wcześniej uzgodnione z Niemcami zarówno na szczeblu wojskowym jak i cywilnym. Drobne utarczki wojsk polskich i niemieckich związane z zajęciem Bogumina przedstawia się zazwyczaj jako dowód na autonomiczne działania Warszawy tymczasem prawda jest najpewniej zupełnie inna: wkraczający ( podobnie jak w pakcie Ribbentrop Mołotow ) ustalili precyzyjnie linie rozgraniczenia a wojska polskie owe linie w Boguminie przekroczyły. Co ciekawe niemieckich dokumentów dotyczących tego zakresu w zasadzie niema i być może to ich właśnie dotyczyła deklaracja Rosyjskiej Służby Wywiadu wojskowego która w 2009 roku zaszokowała środowisko polityków i historyków planem ujawnienia dokumentów potwierdzających bliską współpracę Polski i Niemiec w latach 1934 1938.

Analiza kalendarza wyborczego oraz posunięć polityków polskich po śmierci Marszałka każe zastanowić się nad czymś jeszcze: „Zamek” szybko porozumiał się z „GISZem” nad truchłem Walerego Sławka ale jak wiadomo ów alians nie mógł trwać bez młodych piłsudczyków zorganizowanych przez …. Becka. Gdyby Minister Spraw Zagranicznych nie miał odpowiednich wpływów nie zdołał by wywalczyć sobie tak eksponowanej pozycji. Czy na tym kończyły się jego ambicje?

Kolejne wybory prezydenckie zaplanowano na rok 1940 a wtedy urząd głowy państwa miał przypaść w udziale Rydzowi Śmigłemu co zapewniała zglajszachtowana w 1935 roku ordynacja wyborcza. Są jednak tacy którzy twierdzą, iż po najwyższy urząd zamierzał sięgnąć również ….. Józef Beck. Jeśli chciał taką grę wygrać potrzebne mu było solidne poparcie również a może przede wszystkim poza granicami kraju. Prezydenta nie wybierano bowiem w wyborach powszechnych. O wyborze najważniejszej i niemal po królewski rządzącej głowy państwa decydowało bowiem dokładnie ….. 80 osób: Marszałek Senatu, Marszałek Sejmu, Premier, Prezes Sądu Najwyższego, Generalny Inspektor Sił Zbrojnych i 75 elektorów wprawdzie wybieranych przez sejm i senat ale z wyselekcjonowanej klienteli władzy. O tym, że własne ambicje mają często silniejszą moc sprawczą niż interes publiczny nie trzeba przekonywać nikogo. Słuchając porywającego przemówienia Józefa Becka w Sejmie można by sądzić iż przemawia do reprezentantów suwerena niezłomny patriota. Tyle, że ów człowiek nie mógł mieć najmniejszych wątpliwości co po potencjału i skuteczności niemieckich wojsk podobnie jak do samodzielności Słowacji długo opierała się polskim podszeptom a niepodległość ogłosiła dopiero po niemieckim ultimatum. Dla Józefa Becka był to za pewne sygnał ostateczny, że okres stawiania żądań zachodniemu sąsiadowi bezpowrotnie się zakończył. W tej sytuacji postanowił za pewne aby z roli wstrzemięźliwego stronnika Niemiec wejść w rolę ich wroga.

Doprawdy trudno dzisiaj wyrokować czy mógł wierzyć w aktywność zachodnich partnerów wygrywając wcześniej ich bierność wobec działań Hitlera w Czechosłowacji. Prawdopodobnie liczył na to, że Polska wsparta układami okaże się ponownie interesującym partnerem do negocjacji. Owo pokerowe zagranie miało by może szanse powodzenia gdyby nie całokształt polityki z drugiej połowy lat 30tych naznaczonej osobistą niechęcią Becka do Francji i wstrzemięźliwym stosunkiem do Albionu. Zwrot wykonany w ostatniej chwili był zatem niczym więcej jak nieudaną Somosierrą polskiej polityki zagranicznej tamtych czasów ale ….. przysporzył wielkiej popularności ministrowi który spontanicznie zebranym pod ministerstwem tłumom ( po słynnym przemówieniu 5.05.1939 ) patetycznie oświadczył z balkonu MSZ: „Obywatele, minęły te czasy gdy politykę zagraniczną prowadziło się za pomocą sztuczek dyplomatycznych. Polityki zagranicznej nie można prowadzić bez postawy zdecydowanej całego społeczeństwa” rozmiar politycznej naiwności swej własnej wypowiedzi ocenił 3 września 1939 konkludując nerwowe oczekiwanie na zachodnią reakcję po hitlerowskiej napaści: „Naród miałby prawo postawić mnie pod mur i rozstrzelać gdyby oni nie weszli do wojny”.

Marszałek Śmigły Rydz, druga osoba w państwie i zatwardziały frankofil nie był w stanie usunąć niechętnego Francji ministra któremu w kwestii niemieckiej wyraźnie sprzyjał urzędujący Prezydent. Nie chce zatem być inaczej: dla Józefa Becka Berlin musiał stanowić istotny punkt oparcia w grze w władzę.

Jak gromko zapewnił w swym słynnym sejmowym przemówieniu „Polska od Bałtyku odepchnąć się nie da!” Tymczasem może się kiedyś okazać, że to minister Józef Beck nie chciał dać się odepchnąć od fotela prezydenta.
Trwa ładowanie komentarzy...