O autorze
Jak każdy czytam newsy. Jak każdy z interpretacji dowiaduje się, jak mam je rozumieć. Jak każdy zadaje sobie pytanie, czy rozumiem je dobrze. Od pewnego czasu zorientowałem się, że sensu wielu newsów zrozumieć nie jestem w stanie. Zastanawiałem się zawsze kim są z zawodu i jakie doświadczenie w biznesie mają ludzie, którzy zawodowo interpretują gospodarczą rzeczywistość. W zasadzie nie ma się jak tego dowiedzieć. Czytając kolejne recepty na udane inwestycje i wskazówki jak przetrwać kryzys doszedłem do wniosku, że czas się wypowiedzieć. Pracuję zawodowo od 18 lat. Kierowałem i kieruje dużymi i małymi firmami. Nie wiem wszystkiego najlepiej, ale czymś mogę się jednak podzielić. Czy ma to jakąś wartość czy też nie - oceńcie sami.

Norymberga

Czyli o tym, że jedną z najważniejszych ikon europejskiej praworządności a jednocześnie zwycięstwa sił dobra nad siłami zła jest, i prawdopodobnie na zawsze będzie, Trybunał Norymberski.

Jedną z najważniejszych ikon europejskiej praworządności a jednocześnie zwycięstwa sił dobra nad siłami zła jest, i prawdopodobnie na zawsze będzie, Trybunał Norymberski. Instytucja, której powstanie Stalin, Roosevelt i Churchill obwieścili światu jeszcze w 1943 roku, miała po wsze czasy udowadniać, iż kara dosięga nie tylko maluczkich, ale również, a może przede wszystkim, luminarzy uznanej za zbrodniczą władzy.


Owa zapalczywość aliantów miała swoje proste uzasadnienie: po I wojnie światowej nie brakowało oprawców, którym należałaby się kara; tyle, że sądy pokonanych Niemiec nie spieszyły się z jej wymierzaniem. O faktycznym przeprowadzeniu procesu zadecydowało jednak co innego: w alianckich rękach znalazło się nadspodziewanie dużo wysokich urzędników i oficerów, którzy zamiast pójść w ślady wodza wybrali niepewność alianckich i sowieckich obozów. Na to drugie decydowali się co prawda znacznie rzadziej, ale obfite plony zapewniło towarzyszom radzieckim niemieckie prawodawstwo i szerokość frontu. Co ciekawe, najgorliwszy szermierz kar śmierci dla domniemanych dezerterów - feldmarszałek Schorner, w ostatnich godzinach wojny czmychnął do Amerykanów pozostawiając całą armię na łasce wojsk rosyjskich.

Aliancki wysiłek śledczy nie był wspomagany represjami tylko na wschodzie. Po różne metody perswazji sięgano chętnie szczególnie, iż w mediach pojawiły się już koszmarne ujęcia z wyzwalanych obozów śmierci. Języki osadzonych rozwiązywały również dokumenty. Tradycyjna niemiecka pedanteria zapewniła, iż mimo masowej skali usuwania śladów wojnę przetrwała olbrzymia ilość dokumentów wnikliwie analizowanych przez zachodnie i wschodnie spec służby.


Już na wstępie przygotowań do procesów zmaterializował się interesujący problem: czyny, za które chciano sądzić… nie miały oczywistych sankcji w prawie międzynarodowym. Remedium na te drobne trudności było powołanie Międzynarodowego Trybunału Wojskowego. Ów nowatorski ruch powoływał jednocześnie trybunał i prawo, które miał stanowić. W efekcie, co notabene podnosili obrońcy oskarżonych, nazistów sadzono za zbrodnie, które nie były jeszcze inkryminowane w chwili, gdy je popełniano, co de facto oznacza, iż Trybunał, a także jego wyroki, były formalnie nielegalne.

Tym jednak zwycięzcy nadmiernie się nie przejmowali, podobnie jak szeregiem innych kłopotów o znaczeniu kardynalnym. Jednym z przestępstw, za które skazano podsądnych, było prowadzenie wojny napastniczej. Gdy obrońca Jodla przedstawił sędziom odpis układu Ribbentrop-Mołotow na sali rozpraw zapanowała konsternacja. Trudno się dziwić. Wedle litery prawa, na którym opierał się Trybunał, na ławie oskarżonych powinien zasiąść również… Josif Wisarionowicz Stalin i jego padawani. Bój o oddalenie tego materiału dowodowego solidnie nadwyrężył zdrowie sowieckiego sędziego - pułkownika Rudenko. Przy okazji obnażył również polityczny charakter sądowego procesu, w ramach którego zwolniono oskarżenie z dostarczenia pełnej dokumentacji zarzutów a rangę dowodów nadano świadectwom „oczywistych materiałów poszlakowych”
Trwa ładowanie komentarzy...